10. kadencja, 64. posiedzenie, 1. dzień (02-09-2026)

4. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw (druki nr 2693 i 2814).

Poseł Anna Gembicka (tekst niewygłoszony):

    Pytania

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Rząd przekonuje, że o blokowaniu treści w Internecie powinien najpierw decydować prezes UKE albo przewodniczący KRRiT, bo postępowanie administracyjne ma być szybsze niż sądowe. Tylko że gdy czytamy ten projekt, ten argument zaczyna się rozsypywać. Platforma może mieć nawet 14 dni na przekazanie materiałów, potem organ ma 7 dni na zwykłą decyzję, a w sprawie szczególnie skomplikowanej - aż 21 dni. W praktyce procedura może więc trwać ok. 3, a nawet 5 tygodni. A jednocześnie w tej samej ustawie, w sprawach dotyczących m.in. nawoływania do nienawiści, sami państwo przewidujecie, że decyzję podejmie sąd - i dajecie mu na to 14 dni.

    Pytam więc: Skoro sąd może rozstrzygnąć tak poważną sprawę w 14 dni, to po co obywatel ma najpierw przechodzić przez kilkutygodniowe postępowanie przed urzędem? Zwłaszcza że jeżeli decyzja UKE albo KRRiT zostanie zakwestionowana, sprawa i tak ostatecznie trafi do sądu. Co więcej, sam projekt przyznaje, że taki model administracyjny nie wynika wprost z obowiązku wdrożenia DSA. To jest wybór polskiego rządu. Dlatego pytam: Dlaczego o tak daleko idącej ingerencji w wolność wypowiedzi ma najpierw decydować urzędnik, skoro można stworzyć szybki wyspecjalizowany tryb sądowy?


Przebieg posiedzenia